Prawdziwa miłość to ta niespełniona...
Szukałam miłości, straciłam i zyskałam... Wszystko zaczęło sie w styczniu 2008 roku. Wtedy mój chłopak, którego "niby kochałam" poprosił mnie oficjalnie o rękę. Piekny pierścionek, kwiaty, plany i marzenia, wszystko było idealnie. Szczęście trwało do marca, wtedy Pawła złapałam na zdradzie z moją koleżanką...
Gdy już się pozbierałam, to poczułam wolnośc, nikt nie przeszukiwał mi telefonu, nie kontrolował, nie sprawdzał przejechanych kilometrów, wspaniałe uczucie. Postanowiłam robić to, czego nie wolno mi było wcześniej. Po prostu bawiłam się.
W sierpniu odezwał sie do mnie Nataniel, stary znajomy z czasów dzieciństwa, zgodziłam się na spotkanie i tak to się zaczeło. Mieliśmy sobie tyle do powiedzenia... nawet się nie zorientowałam, gdy nasze towarzyskie spotkania zamieniły się w romans. Wpadliśmy w sidła miłości i namiętności, brakowało nam czasu na codzienne życie, w ciągu tygodnia widywaliśmy sie nawet 9 razy.
14-go wrzesnia 2009 r. Nataniel postanowił zerwać naszą znajomość, ale po 8-miu dniach przyjechał i dopiero wtedy zaczęliśmy rozmawiać o naszych uczuciach. Aż wstyd, że dwoje dorosłych ludzi bało sie o tym mówic. Tworzylismy "otwarty związek". On był mój, a ja byłam jego, ale nie mielismy siebie na własność. Mimo to zaznałam prawdziwej miłości...
Każdy o nas wiedział, to nie była żadna tejemnica, a nawet jak miała być, to sami wyciągnęliśmy wszystko na światło dzinne. W pazdzierniku 2010 r. zaczelismy snuć pierwsze plany na przyszłość, nasz romans zaczynał przypominać prawdziwy związek, wtedy żadne z nas nie wiedziało, że nadchodzi koniec...
16-ego grudnia 2010 r. dowiedziałam się, że jestem w ciąży... Nataniel miał wielkie plany... wtedy wszystko zaczęło sie komplikować, nie byliśmy na to gotowi, tym bardziej, że On jest młodszy. Nataniel nic nie zrobił, tak po prostu odpuscił. Mój przyjaciel Piotr przyszedł mi z pomocą.
19-ego lutego 2011 r. wyszłam za mąż za Piotrka, mimo że kochałam i kocham Nataniela. Po ślubie widywałan się z Natanielem, płakał, przepraszał i prosił o szansę, ale i tym razem na tym się skończyło...
15-ego sierpnia urodziłam syna, Jasia. Biologiczny ojciec był dwa razy u Jasia, zachowywał sie jak najprawdziwszy tato i na tym koniec, jak powiedział "musze zacząć normalnie żyć", a mimo to wciąż go kocham, moja niespełniona, lecz prawdziwa miłość. Nie żałuję niczego, i nie mam pretensji, ani żalu, mąż mnie kocha, ja kocham syna, a Nataniel to niespełniona miłość...



