Owoc miłości...
Opisuje moja historie dlatego, że już mnie mogę dłużej milczeć... za duże brzemię na mnie ciąży. Może któraś z was znajdzie się w podobnej sytuacji i nie popełni moich błędów.
Mówią, że miłość zwycieży wszystko, bardzo w to wierzyłam, ale w moim przypadku to się nie sprawdziło, w zamian zyskałam dużo wiecej niż się spodziewałam.
Wszystko zaczeło sie niewinnie jak w większości opowieści. Po dramatycznym zerwaniu z chłopakiem doszłam do siebie, zaczęłam odzyskiwać swoje dawne życie, odnawiałam stracone kontakty, zaczełam imprezować, po prostu żyłam chwilą, i wtedy odezwał sie on...
Emila znałam z czasów dziecinstwa, gdy Jego rodzina przyjeżdzała w odwiedziny do babci, która mieszkała w mojej miejscowości. Pierwsze nasze spotkanie po latach było zwyczajne, lecz po drugim już wiedziałam, że przeżyję wakacyjny romans. Emil od tamtego momentu był zawsze przy mnie. Miał w sobie to coś co powodowało, że chciałam Go mieć bez względu na wszystko. Nie chodziło tylko o seks, byliśmy przyjaciólmi i kochankami, lecz nigdy parą, i tu popełniłam błąd, każdy o nas wiedział...
Dziewczyny wiedziały, że Emil zawsze do mnie wróci, a mężczyzni wiedzieli, że ja do Emila. Boże jak On mnie całował... mimo że jestem starsza od Emila, to straciłam głowę. Spotykaliśmy się o każdej porze dnia i nocy, o 13, nawet o 5 rano, było nam mało czasu. Gdy między nas wkradły sie uczucia to byłam szczęśliwa, że kocham i byłam kochana, lecz hamulec bezpieczenstwa zawiódł i zaszłam w ciążę.
Niby proste rozwiązanie ale wszystko skomplikowałam... serce mi pęka jak o tym myśle... Wziełam ślub z innym, nie wiele brakowało, żebym uciekła z kościoła, lecz tego nie zrobiłam :( i tu jest mój kolejny błąd. Ale uwieżcie mi, że składając przysięgę, składałm ją po swojemu w myślach innemu mężczyznie, jak to ksiądz powiedział "w oczach Boga ten ślub jest nie ważny".
Emil mimo, że wiedział o moich zamiarach wcześniej to nic nie zrobił, łatwiej mu było życ swoim życiem niż być ojcem. Po weselu płakałam jakby łzy miały mi pomóc cofnąć czas. Mój mąż wie, że to nie jest jego syn, lecz nigdy nie zadawał pytań, i jestem mu wdzięczna, że dał mojemu synowi szanse na normalną przyszłość, na przyszłość, której ja nie mogłam sama zapewnic mojemu potomkowi.
Wciąż widywałam się z Emilem, ale już jako koleżanka i kolega, płakaliśmy oboje, obiecywał i przepraszał. Wciągu 3 lat wszystko ma wrócic tam gdzie powinno być, i w ciągu tego czasu mam nie dopuśćic do tego, by nasz syn powiedział do mojego męża "tato", i nie zajść w kolejną ciąże. Lepsze to niż nic, ale już jest za późno...
Minął już rok, Emil był u syna dwa razy, i zachowywał sie jak prawdziwy tato, lecz zamiast mnie wybrał moją kuzynke. Oczywiście Ona nic nie wie, i nie wiem, czy nie widzi, czy nie chce widzieć podobieństwa Emila i mojego syna, tym bardziej, że mają takie same znamię na przedramieniu.
Wszystko się zmieniło, wdzieczność i szacunek do męża zamieniły się w miłość, i to jest prawdziwe. Tej szansy nie zmarnuję, bo miłość może już więcej nie zagościć w moim sercu.
- Nina -




Twoja historia do pewnego momentu bardzo przypomina moją. On...pojawił się po latach, był moją pierwszą miłością. Pierwsze spotkanie było normalne, po drugim byłam już pewna wakacyjnego romansu. Mimo, że On całkowicie odbiegał od mojego kanonu idealnego mężczyzny, wiedziałam, że zrobiłabym dla niego wszystko. Słabość...niesamowita słabość do pierwszej miłości. Byłam pewna, że to znak, że będziemy razem. Byłam wtedy w związku, ale na jedno jego słowo gotowa byłam porzucić aktualnego partnera i życie. Wielka namiętność, której nie mogłam się oprzeć. Z jego strony, piękne obietnice...Traktował mnie jak księżniczkę. Ale to były puste słowa, obietnice bez znaczenia. Z dnia na dzień zniknął z mojego życia bez słowa, równie szybko jak się pojawił. Została pustka i rozczarowanie. Mimo wszystko gdy teraz kurtuazyjnie pisze do mnie "co słychać" i tak szybciej bije mi serce