Kacprze, dlaczego pozwoliłeś na rozłąkę?
Wiem, że nie żyjemy już razem, że mieszkam teraz w zupełnie innym mieście i pewnie już nigdy się nie spotkamy. Myślę jednak, że mamy sobie wiele do powiedzenia. Przynajmniej ja mam wiele do powiedzenia.
Spotkaliśmy się jako dzieci. Kompletne dzieci, chociaż wydawało się nam, że już tak wiele wiemy o życiu i miłości. Liceum, przygotowanie do matury, beztroskie wakacje. Jedynym problemem był strach o rozłąkę w czasie studiów. Podobno studia zmieniają ludzi, na zawsze. Zmieniliśmy się, ale nie przez studia. Przez brak zrozumienia i wsłuchania się w potrzeby tej drugiej osoby.
Teraz, gdy mam już trzydzieści lat, myślę o tym zupełnie inaczej, jednak wciąż nie mogę zapomnieć. Tej goryczy, żalu, złych emocji. Dlaczego nie byłeś za mną? Dlaczego pozwoliłeś, żeby mnie oczerniano, wyśmiewano, raniono? Czy nie kochałeś mnie? Przecież mówiłeś, że tak… Dlaczego więc tak się stało?
Znienawidziłam Cię… Nie zniszczyły nas żadne zmiany, żadne rozstanie, zniszczyły nas różnice, których nie akceptował Twój ojciec. Początkowo Ci nie przeszkadzało, że nie pochodzę z tak bogatej rodziny jak Twoja, że mój ojciec pracuje na budowie, że mama sprzedaje owoce na targu. Studiowałam historię, dwie specjalizacje, znałam dwa języki, kształciłam się, rozwijałam. Czy ważne było to, że moi rodzice nie mogli mnie utrzymać? Bo przecież dlatego studiowałam zaocznie, żeby móc pracować. Nie wyjeżdżałam na narty, na wyspy, tak jak Twoi przyjaciele, nie mogłam, pracowałam.
Twoi rodzice nie wierzyli, że w ogóle studiuję. „To jakieś kłamstwa!” – mówili, gdy próbowałeś im tłumaczyć moją sytuację. Czy nie potrafiłam się zachować, wtedy w operze? Źle wyglądałam? Nie rozmawiałam o spektaklu? Dlaczego więc czułam się tak obco, w Twoim towarzystwie i w obecności Twoich rodziców? Dlaczego nie stałeś przy mnie i nie próbowałeś dodać mi otuchy? Stałam jak wryta, a w głowie miałam mnóstwo myśli.
Czy to był mezalians? W tych czasach? A jednak. Nie taką narzeczoną wymarzyli sobie dla Ciebie. Kiedy dostałam pierścionek z diamentem, oniemiałam. Bardzo chciałam zostać Twoją żoną, umierałam z radości. Szczęście zburzyli Twoi rodzice. Wiedziałam kiedy z Tobą rozmawiali, byłeś wtedy dla mnie bardzo oschły, zachowywałeś się z dystansem. „Czy zdajesz sobie sprawę, że z nią nigdy nic nie osiągniesz?” „Czy chcesz, żeby Wasze dzieci wstydziły się dziadków – jej rodziców?” „Co ona sobą reprezentuje?” Czy nie takie pytania padały z ust Twoich rodziców?
Dlaczego mnie nie obroniłeś? Dlaczego? Nie byłam dla Ciebie ważna? Przecież mnie kochałeś, mówiłeś to i mocno przytulałeś… Dlaczego to się skończyło? Może za szybko zaczęło? Może moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej? W tym roku wychodzę za mąż. Patrzę na palec z pierścionkiem, jest piękny. Nie ma drogiego kamienia, jest zwykły, ale idealnie pasuje na mój szczupły palec. Jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa. Zastanawiam się tylko dlaczego wciąż tak bardzo mnie boli to, w jaki sposób zakończył się nasz związek. T
wój ojciec powiedział, że Ty już mnie nie kochasz i nie chcesz ze mną być. A potem kazał mi odesłać pierścionek. Nigdy więcej Cię nie widziałam, zniknąłeś tak szybko z mojego życia, tak bardzo szybko. Ale może wtedy nie poznałabym Marcina… Jest dla mnie dobry, broni mnie przed całym światem, kocha i nie pozwala, by ktoś mnie skrzywdził. Ty pozwoliłeś.
Julita



